You are currently viewing Ach te nastolatki

Ach te nastolatki

Z punktu widzenia dorosłych wydaje się, że osoby w wieku dojrzewania są za młode na problemy (dorośli to dopiero mają ciężko). W rzeczywistości nastolatki cały czas żyją pod presją rodziców, szkoły, dorosłych, najbliższego otoczenia. Często zamiast otrzymać wsparcie od najbliższych słyszą co powinni, czego nie powinni i co z nimi jest nie tak.  Rozmowy z rodzicami czasami wyglądają tak:

– Co słychać?

– Nic.

– Wszystko w porządku?

– Tak.

– Przecież widzę, że coś jest nie tak.

– Daj mi spokój. Nic mi przecież nie jest.

Albo:

– Cześć kochanie jak było w szkole?

– Było ok.

– Coś się stało? wyglądasz jakby nie było ok.

– Nie. 

– Słuchaj, możesz być w złym humorze, ale może mógłbyś nie być wrogo nastawiony do mnie?

– Ty za to możesz być wrogo nastawiona, kiedy masz kiepski humor!

Brzmi znajomo? Kto w takich sytuacjach nie czuje złości, bezradności? Kto się zastanawia nad tym, dlaczego tak jest, że ten kontakt z dziećmi jest taki trudny? Czy zwykle nie uważamy, że to dzieci są problematyczne? Że to z nimi jest coś nie tak? A co, gdyby odpuścić sobie presję wobec nich tak żeby to rzeczywiście odczuły? I szukać kontaktu z nimi na troszkę głębszym poziomie?

– Kochanie, jak ci minął dzień w szkole?

– Chce mieć spokój.

– Co się stało?

– Nic, po prostu mam kiepski humor.

– Smutno mi słyszeć, że jesteś w złym humorze i jest mi też jakoś tak trudno, ponieważ bardzo cię kocham i po prostu chcę mieć kontakt z tobą, kiedy wracasz do domu. Chciałam ci też powiedzieć, że nie chcę żebyś mi opowiadał co się stało, jeśli nie chcesz tego robić.

Uff. To może być zaskakujące dla dziecka, biorąc pod uwagę wcześniej utarte ścieżki komunikacji. Co zrobił tu rodzic? Skupił się na kontakcie ze sobą jednocześnie dając wolność dla dziecka: możesz porozmawiać ze mną, pod warunkiem, że tego chcesz. Można dalej próbować budować nić połączenia kontaktu. Najważniejszą rzeczą w relacji z drugim człowiekiem to prawdopodobnie bycie w kontakcie z sobą nawzajem.

– Nie musisz nic opowiadać, rozumiem, że chcesz zostać sam, domyślam się, że jest ci teraz trudno tak po prostu porozmawiać o tym, że miałeś zły dzień.

– Tak, nie chcę rozmawiać.

– W porządku. Jeśli zmienisz zdanie to chętnie cię wysłucham.

Trudna sytuacja, próbujemy i nic z tego. Można po prostu uszanować czyjąś odmowę. Można też próbować dalej, może inaczej. Każda odmowa ma swój powód. Znając ten powód łatwiej jest o dialog z drugą osobą. To, że w danej chwili mamy różne potrzeby nie oznacza, że musimy urywać obopólny kontakt. Dzieci nie chcą się otwierać, ponieważ uczą się na swoim doświadczeniu; kiedy wcześniej opowiadali o swoich problemach to zwykle słyszeli słowa pocieszenia, porady i wskazówki jak żyć. Być może przestali ufać dorosłym, że mogą zostać po prostu usłyszani w taki sposób jaki by chcieli być usłyszanymi. Jak mogłaby wyglądać dalsza rozmowa?

– Chciałbyś mieć czas i przestrzeń, żeby samemu to w sobie przepracować?

– Tak. chcę, żebyś mi ufała.

– Chciałbyś wiedzieć, że Ci ufam, że sobie sam radzisz ze swoimi problemami?

– Tak, i że nie jestem taki jak Ty (w domyśle: nie potrzebuje twoich rad, zachowaj je dla siebie)

Gdyby tak potoczyła się rozmowa to byłaby bardzo ważna chwila, gdyż dziecko mówi coś bardzo ważnego o sobie: chce znaleźć własną drogę jak żyć w tym świecie oraz wyraźnie mówi czego potrzebuje: zaufania. Na tym polu często pojawia się konflikt pomiędzy rodzicami i dziećmi, szczególnie nastoletnimi, kiedy najważniejszą rzeczą dla nich to móc po swojemu odkrywać świat i siebie, mieć tą swobodę by samemu wybierać i móc podejmować własne decyzje. Rodzic najczęściej jest pełen troski o dziecko, chce zadbać o jego bezpieczeństwo, o to, aby czasem nie wpadło w kłopoty. Dorosły ma też swoje zaplecze doświadczenia, więc wie jakie problemy czyhają za rogiem i wie jak się przed nimi ustrzec (przecież mimo starań swoich rodziców sami przez to przeszli). Zwykle jesteśmy przekonani, że wiemy co jest dobre dla naszych dzieci i w związku z tym mamy dla nich doskonałe rady, których powinni posłuchać.

Myślę, że spotykają się tu różne potrzeby. Rodzic potrzebuje wsparcia w tym, aby pozwolić dziecku wybierać własną drogę i popełniać własne błędy, wiedząc, że nie są w stanie go przed tym uchronić, choć mają ogromną troskę w sobie i chcą o dziecko bardzo zadbać. Dziecko zwykle odbiera nasze komunikaty jako próbę kontroli (często w istocie właśnie tak jest). O ileż ważniejsze dla młodego człowieka jest wsparcie rodzica, które polega na daniu mu poczucia zrozumienia, że wiemy jak bardzo się zmaga z różnymi problemami, przy jednoczesnym pozwoleniu na to, aby to było ich doświadczenie i zaufaniu, że sobie poradzi.

Co robić więc z tą całą miłością, troską i mądrością, którą ma rodzic, jak zatrzymać to wszystko dla siebie, tak żeby nie robić presji na dziecko, odczytywanej jako próba kontroli. W takiej sytuacji i tak raczej nie weźmie do siebie naszych rad i nie zastosuje się do nich. Jeśli naprawdę uszanujemy potrzeby dziecka to wcześniejszy dialog mógłby wyglądać np. tak:

– Jest to dla mnie naprawdę trudne widzieć cię w złym humorze, bo ja

naprawdę bardzo chcę ci pomóc, ale też wiem, że możesz nie chcieć mojej pomocy dlatego chcę Ci powiedzieć, że cieszę się, że poradzisz sobie sam

ponieważ ufam, że dokonasz dobrych wyborów dla siebie.

– Dzięki. (może to być pierwszy raz, kiedy młody człowiek poczuł, że się mu ufa, to może być dla niego ulga, jednocześnie może też nie chcieć dalej rozmawiać – bo może chce się przekonać czy starym coś nie odbiło i czy może uwierzyć w to co słyszy, a to wymaga czasu i sprawdzenia czy faktycznie tak jest)

Rodzic może zadzwonić do swojego przyjaciela, żeby opowiedzieć o swoich marzeniach na temat jak jego dziecko powinno sobie radzić i co powinno robić ze swoim życiem, żeby było mu jak najlepiej. Mogłaby to być alternatywa do narzucania swoich wizji nastolatkowi.

Dodaj komentarz